środa, 13 kwietnia 2011

Rzeka zawsze taka sama, czy może czas goi rany?

O ile wiem, istnieje taka prawda życiowa, że "jak się już pier**** to wszystko na raz"... Pewnie ma ona wiele form i kontekstów, ale wydaje mi się, że tak się właśnie u mnie dzieje. Dlaczego "wydaje mi się"? Bo pewnie to też kwestia mojego kiepskiego, iście jesiennego nastroju, który podsuwa mi do głowy coraz to nowsze sprawy, które nie idą po mojej myśli.

Dzisiaj o brzasku wróciłem z Pragi. Piękne miasto, nigdy nie byłem mimo, że jest niedaleko Wrocławia. Podobało mi się, choć w zasadzie po tych wszystkich opowieściach i recenzjach od znajomych, spodziewałem się czegoś więcej. W zasadzie miałem już parę propozycji takich wyjazdów i to z bardziej dogodnym terminem, obowiązków mniej, a i pieniędzy więcej. Dlaczego więc pojechałem teraz? Otóż pojawiła się okazja by spędzić trochę czasu z osobą, której nie widziałem ponad rok, a która kiedyś była mi najbliższą i najważniejszą osobą w życiu. No i tutaj zaczynają się problemy... "Stara miłość nie rdzewieje"? No dobra, ale minęło tyle czasu. Pogodziłem się z samym sobą, a kontakt na stopie przyjacielskiej nie był ciężarem, czemu by gdzieś razem nie wyskoczyć "po przyjacielsku"? A temu, że sam siebie ku**a w ten sposób oszukuję... Nie potrafię, nie znam siły, nie mam sposobu, nie wiem jak... fuck! Może nie chcę wiedzieć?! Nie chcę wiedzieć, jak pozbyć się tego uczucia z mej głowy, gdy ją widzę i gdy spogląda mi w oczy. Powinienem mieć na to dawno "wszystkojedno"... Zapomnieć. Żyć swoim życiem. Okej, stało się i się nie odstanie. Pod innym adresem poszukaj chętnych na swą wierność... No ale taki już jestem - szybko się przywiązuję, a ciężej jest mi zapominieć.

I tak siedzę i myślę. Nie daje mi to spokoju. Myślami wybiegam w przeszłość i zaczynam się zastanawiać, czy po tak długim okresie czasu coś się mogło zmienić? Czy może jednak nie powinienem "zapominać", a raczej "spróbować". Przecież rok czekałem i nie poznałem nikogo równie cudownego. Ale zaraz, zaraz... "dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki". Ja w to chyba kiedyś wierzyłem? I bądź tu mądry... Serce rwie na drugą stronę Polski, a rzeka wcale nie musi się dużo różnić od tej z której wychodziłem rok temu. A może coś się zmieniło? Coś się ruszyło?

Nie znam odpowiedzi na to pytanie i nie jestem pewien, czy mam tyle siły i odwagi, a przede wszystkim czy mam prawo jej szukać...

Zabawne, bo spisuję ten lament w głębokiej nadziei, że nikt go nie przeczyta mimo, że zamieszczam go w miejscu, które czyta i przeszukuje codziennie po parę razy każdy cywilizowany człowiek. Nie wiem jaki jest tego sens, ale chyba poczułem się lepiej... Jeśli to rezultat tego wpisu, a nie mojego znużenia i "nawszystkowyjebania" to chyba było warto.

Dobranoc.
Layla! You've got me on my knees!
Layla! I'm begging, darling please!