wtorek, 27 listopada 2012

Oswojony z samotnością...

Czy można się oswoić z samotnością? Cholera... tyle czasu szukałem, a może raczej czekałem. Czekałem aż ktoś obudzi we mnie tego człowieka, który tak bardzo jest w stanie oddać się miłości i poświęcić dla niej. Czekałem długo, za długo. W którymś momencie to chyba zaczęło być dla mnie "normalne". Pogodziłem się z tym, że co ma być to będzie i trzeba robić swoje no matter what. Poukładałem sobie życie tak by mieć na wszystko czas. By mieć czas na przyjemności, by mieć czas na życie zawodowe, by mieć czas na muzykę. Muzyka stała się moją prawdziwą kochanką. Koncerty, granie, tworzenie i komponowanie było w stanie dostarczyć mi takich emocji, które choć trochę utwierdzały mnie w przekonaniu, że nie jest źle, że jakoś daję sobie radę sam. Wszystko było proste, wszystko było tak banalnie proste i nieskomplikowane. I...

 ... znalazła się ...

Znalazła się ta, która jest w stanie przewrócić wszystko do góry nogami i wpłynąć w ten niesamowity, cudowny, jedyny w swoim rodzaju sposób, którego nie dane mi było odczuwać od prawie 3 lat. I co? Boję się? Chcę z nią dzielić wszystko co mam, ale jednocześnie boję się, że po prostu nie dam rady tego wszystkiego udźwignąć jednocześnie. To stało się tak szybko i niespodziewanie. Czy jestem na pewno gotowy? Czy to ten moment? Czy to ta osoba? Czy powinienem, czy może ostrożnie? Czy to niczego nie zepsuje? Czy JA niczego nie zepsuje? Tyle pytań i zero odpowiedzi... Tylko chore domysły i bicie się z własnymi myślami... całymi dniami :/ Dlaczego to nie może być tak proste jak kiedyś? Dlaczego zrobiłem się taki nieczuły? Dlaczego szukam dziury w całym? Czy człowiekowi nie dane jest być szczęśliwym?! Zawsze szukamy problemów, gdy ich nie ma. ZAWSZE!

Coś się kończy, coś się zaczyna. Utwór o tym, jak... a zresztą: COMA - F.T.M.O.