The Boss Hoss w słuchawkach, skończona znajomość, dużo obowiązków i marnowanie czasu. Cóż, chyba pora by tu coś napisać.
Mieliście kiedyś zbyt dużo czasu? Tak to jest... gdy czegoś brakuje to oddalibyśmy wszystko by to dostać, a jak już dostajemy to co chcemy, przestajemy to doceniać. Tak sobie życie obecnie poukładałem, że mam mnóstwo czasu na moje dwie największe pasje - muzykę i ludzi(nie wiem czemu tak mnie kusi by "ludzi" zastąpić "kobietami"). Oczywiście, cieszę się i staram się korzystać jak mogę, choć coraz mocniej dociera do mnie myśl, że jednak za dużo czasu zajmują mi głupoty. Czas ucieka mi przez palce, a ja nie potrafię się temu przeciwstawić. Ciężar jest niewyobrażalny. I mógłbym tak jak to mam w zwyczaju, skupić się na tym co dobre. Nowe znajomości, rozwój muzyczny i dużo chwil dla siebie, spokój duszy. Ale damn... czy mnie nie stać na coś więcej?! Czuje, że mogę z tego wyciągnąć coś więcej, że nie do końca o to mi chodziło, że proporcja między czasem wykorzystanym, a zmarnowanym jest niepokojąco wyrównana. Czy ja się nad sobą użalam, czy rzeczywiście objawia mi się problem, któremu powinienem stawić czoła? Przypuszczam, że przekonam się o tym dopiero wtedy, gdy pierwsza sprawa z którą przyjdzie mi się zmierzyć okaże się porażką przez moje lenistwo.
Ostatnio odbyłem ciekawą rozmowę. Od zawsze myślę o sobie jako o kimś odmiennym, jak o takim analogu w świecie cyfrówek(gdzieś przeczytałem to porównanie i bardzo mi się podoba), o jakimś starym zdjęciu schowanym w pudełku 20 lat temu i odkurzonym w dzisiejszej rzeczywistości. Nie wiem ile jest w tym prawdy i czy w ogóle powinienem myśleć o sobie w ten sposób, ale tak się czuję. To sprawia, że czasem ciężki ze mnie partner do rozmów o życiu itd. Jednak ostatnio znalazła się osoba, która potrafiła zadać mi pytanie na które odpowiedź sprawiła mi niemałe zakłopotanie, a jednocześnie zmusiła do refleksji, zaciekawiła. Oprócz tego, że jestem staromodny to mam też luźne podejście do życia i negatywne rzeczy staram się raczej puszczać w niepamięć i udaję(?), że mnie nie obchodzą. I nagle: "To co Cię tak naprawdę obchodzi?". Zamilkłem na dłuższą chwilę, wprowadzając mojego rozmówcę w stan lekkiego zakłopotania. Próbowaliście zadawać sobie takie trudne pytania w stylu "Co dla mnie znaczy szczęście?", "Z czego jestem dumny w swoim życiu?" itd. :) To jest chyba jedno z tych. Odpowiedziałem, że moi przyjaciele i to by żyć w zgodzie z samym sobą. Tylko, czy to czasem nie była bardziej szybka ucieczka przed kłopotliwą ciszą niż w pełni świadoma i wyczerpująca odpowiedź. Myślałem nad tym pytaniem i nadal ciężko mi jednoznacznie na nie odpowiedzieć. Co tak naprawdę się dla mnie liczy w moim życiu? Może pytanie pada w złym momencie? Może nie wypada teraz roztrząsać kwestii mej egzystencji(nie czuję kiedy rymuję), a cieszyć się biegnącą chwilą? Muszę pospisywać sobie te wszystkie "mądre" pytania i odpowiedzieć sobie na nie, jak będę starym mądrym człowiekiem siedzącym w bujanym fotelu :)
A tak w ogóle, jak Wasze walentynki? [nie mogę powstrzymać się od śmiechu zadając to pytanie] ;)
Na koniec tej zwięzłej i przemyślanej refleksji pisemnej chciałbym oddać hołd wielkiemu muzykowi i człowiekowi, który odszedł tydzień temu(we śnie! wyobrażacie sobie taką śmierć?! niesamowite!). Proszę, rozkoszujcie się jego muzyką: Gary Moore - Parisienne Walkways
Ktoś kiedyś powiedział, że przywilej poznania samego siebie dany jest tylko głupcom. Sądzę,że każdy chociaż trochę myślący człowiek zadaje sobie pytania podobne do Twoich. I myślę,że właśnie cała zabawa polega na szukaniu na nie odpowiedzi.Jakie byłoby nasze życie gdybyśmy już dziś wiedzieli o sobie wszystko? Poszukiwać odpowiedzi na dręczące nas pytania, oto zadanie mądrych ludzi ;)
OdpowiedzUsuńMożesz mi oddać troche czasu, z chęcią bym z niego skorzystała :) bo chyba wziełam na siebie zbyt wiele rzeczy i ledwo daje sobie z tym wszystkim radę :) nie poddaje się, ale coraz cieżej jest :) próbuje dać sobie na luz, tak jak zawsze mi mówiłeś, ale chyba nie potrafie, staram się i chyba po prostu za długo już żyje w stanie ciągłego napięcia
OdpowiedzUsuńa co do pytań egzystencjonalnych to musiałam odpowiedzieć na nie w wieku 13 lat, 10 zdań po niemiecku przykładowo o sensie mego życia, niewykonalne, pamiętam, że jakies bzdury napisałam bo nie byłam w stanie na to odpowiedzieć, dalej nie jestem w stanie, mimo ze od tego czasu się regularnie nad tym zastanawiam. chociaż twoje pytanie "co mnie obchodzi" jest dla mnie proste :) obchodzi mnie tylko to na co mam wpływ tz to co mogę zmienić by być choć przez chwilę szczęśliwa i obchodzą mnie ludzie na których mi zależy i obchodzą mnie rzeczy które mnie zaciekawią, reszta jest nieistotna
czasem przypadkowo poznana osoba zadaje przez przypadek trafniejsze pytanie niż najbliżsi przyjaciele. Też tak nie raz miałam ;) Pytania, na które nie da się od razu odpowiedzieć. Pytania, które najlepiej jest zostawić gdzieś w sobie, z czasem zapomnieć... A odpowiedź zazwyczaj przychodzi dość nagle w najmniej oczekiwanym momencie i nieraz okazuje się tak bardzo banalna.
OdpowiedzUsuń(do komentarza "Anonimowego": Przywilej poznania samego siebie dany jest także dzieciom nie tylko głupcom, bo te dwie grupy ludzi nie 'rozdzielają włosa na czworo' ;) )